| Nim podpiszesz – przeczytaj!
Rozmowa z Marzenną Napiórkowską, Powiatowym Rzecznikiem Konsumentów dla powiatu toruńskiego
- Minęło już kilka miesięcy od wyboru Pani na nowego Powiatowego Rzecznika Konsumentów w powiecie toruńskim. Z jakimi sprawami najczęściej zwracają się do Pani mieszkańcy powiatu? Ile interwencji w ciągu miesiąca Pani podejmuje? - Moje powołanie na Rzecznika zbiegło się z okresem wiosennym, więc interwencje, które podejmowałam związane były najczęściej z reklamacjami towarów służących do remontów domów i mieszkań. Interweniowałam również w kilku sprawach zgłoszonych przez rolników, którzy zakupili wadliwe narzędzia i maszyny rolnicze. Praktycznie nie ma dnia, aby ktoś nie potrzebował mojej porady. Konsumenci zgłaszają zazwyczaj swoje problemy telefonicznie i czasami na telefon udaje się je rozwiązać. Jeśli jednak trafiam na trudniejszą sprawę, wymagającą poświęcenia dłuższego czasu na rozpoznanie i udokumentowanie, wówczas też interweniuję osobiście. Często bywa, że konsumenci przychodzą do mnie do biura.
- Na jak dużą pomoc z Pani strony mogą liczyć konsumenci. Czy muszą przyjść do biura Rzecznika osobiście czy też wystarczy informacja telefoniczna o jakimś zdarzeniu? - Wszystko zależy od rodzaju sprawy. Niekiedy konsumenci są nieświadomi skutków zawieranej umowy. Dopytują się czy mogą taką zawrzeć czy będzie to dla nich korzystne. Niekiedy wystarczy udzielenie porady telefonicznej. A bywa, że konsument nie zna swoich praw i wtedy ja staram się mu pomóc. Jeżeli zakupi wadliwy towar najpierw doradzam, aby złożył reklamację u sprzedawcy. Ta czynność powoduje, że jeśli sprzedawca nie zareaguje, wtedy mogę wystąpić w obronie konsumenta. W bardziej skomplikowanych sprawach, gdzie potrzebne są dokumenty, umowy, rachunki, wtedy konsument musi przyjść osobiście do naszego biura, które znajduje się w budynku Starostwa Powiatowego w Toruniu przy Szosie Chełmińskiej 30/32 na VII piętrze, p. 1A. Występujemy wtedy z pisemną prośbą do producenta, usługodawcy lub sprzedawcy o wyjaśnienie. Jeżeli to nie odnosi skutku w skrajnych przypadkach sprawy kierujemy do sądu.
- Czy często sprawy są kierowane do sądu?
- Podczas mojego urzędowania od maja br. skierowałam siedem spraw do sądu. W jednej z nich wystąpiłam osobiście. Dotyczyła ona sprzedaży wadliwych drzwi wejściowych do domku jednorodzinnego. Sprzedawca nie odpowiadał na nasze pisma i dlatego zdecydowaliśmy się wnieść sprawę do sądu. Wygraliśmy ją, a oporny sprzedawca zwrócił poszkodowanemu klientowi pieniądze za wadliwe drzwi w całości. Natomiast w sześciu przypadkach zdecydowaliśmy się na napisanie pozwu, natomiast konsumenci sami występowali do sądu. Ja tylko przygotowywałam odpowiednie dokumenty. Obecnie czekamy na rozstrzygnięcie wspomnianych spraw. Wiosną i latem mieliśmy sporo spraw wnoszonych przez rolników. Interwencje dotyczyły głównie źle funkcjonujących maszyn. Te problemy udawało się nam załatwić po telefonicznej interwencji. Często trafiają do nas osoby, które chcą korzystać z tanich kredytów. Udzielają ich różne – niekiedy podejrzane – firmy. Klienci są oszukiwani, bo najczęściej nie czytają umów, które są dla nich niekorzystne. Są to zazwyczaj kredyty udzielane w systemie argentyńskim. Dlatego uczulam konsumentów przed podpisywaniem umów kredytowych z jakimiś nieznanymi na rynku firmami. Lepiej korzystać z nieco droższych kredytów w bankach lub znanych instytucjach finansowych.
- Jak długo trwa wyjaśnienie tego typu sprawy? Czy sądy szybko rozstrzygają sprawy konsumenckie?
- Niestety trwa to dosyć długo, bowiem sądy są bardzo obciążone. Wszystkie powyższe sprawy do tej pory rozstrzygane były w trybie uproszczonym. Na werdykt trzeba czekać przynajmniej trzy-cztery miesiące. Przeciąga się to zwłaszcza w okresie letnim, kiedy wielu sędziów korzysta – jak większość Polaków – z urlopów. Dzięki naszemu pośrednictwu większość spraw była rozstrzygana na korzyść konsumentów.
- Czy częstą praktyką stosowaną przez sprzedawców, producentów, usługodawców jest nie uznawanie praw konsumentów do reklamacji, przeciąganie czasu jej realizacji, itd.?
- To dosyć częsta praktyka. Gdyby obie strony się dogadywały, wtedy nie mielibyśmy tylu spornych spraw. Przeważnie wynika to z nieznajomości prawa zarówno przez sprzedawców jak i konsumentów. Dodam, że Powiatowy Rzecznik Konsumentów działa, m.in. w oparciu o ustawę o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej, gdzie znajdują się podstawowe prawa i obowiązki konsumenta oraz sprzedawcy towaru bądź usługi. Często opieramy się także na przepisach innych ustaw, np. prawa telekomunikacyjnego lub energetycznego. Bywa, że konsumenci nie mają zielonego pojęcia o wspomnianych aktach prawnych. Dlatego niebawem zgodnie z zaleceniem Stowarzyszenia Konsumentów Polskich rozpoczynamy w naszym powiecie cykl pogadanek wśród młodzieży szkół ponadpodstawowych. Chcemy w ten sposób przekazać młodzieży jak najwięcej wiedzy z zakresu bycia świadomym konsumentem.
- Z jaką najbardziej oryginalną lub może trudną sytuacją miała Pani do czynienia?
- Są to zazwyczaj sprawy nieprzyjemne dla konsumentów związane ze stratami materialnymi. Najbardziej przykrą jest obecnie rozstrzygana sprawa osoby, która zleciła remont i docieplenie domu jednorodzinnego. Wykonawca tego zadania pobrał dużą zaliczkę w wysokości ok. 15 tys. zł. Pieniądze te miały być przeznaczone na zakup materiałów. Te nie zostały zakupione, faktury zaś wystawiono nie na konsumenta a na wykonawcę. Generalnie pieniędzy nie ma, a budynek nie został ocieplony zgodnie z umową. Na to, że nieuczciwy wykonawca remontu pobierał zaliczki są odpowiednie dokumenty. Będzie także dokonana ekspertyza budowlana, która ustali w jakim zakresie prace zostały wykonane na rzecz konsumenta.
- Dziękuję za rozmowę. |